Kiedy byłam dzieckiem, bardzo lubiłam słuchać opowieści o królach i o smokach. Jako nastolatka wolałam te o księżniczkach i… o smokach. Teraz mogą mnie zaciekawić raczej historie o skarbach ;)

W Lublinie takich historii jest mnóstwo. Opowieści o królach, smokach, uroczych pannach i nawet o pechowych naleśnikach (które zaczęły się palić i spowodowały straszny pożar w roku 1575) są wielkim skarbem.

Bardzo przypadła mi do gustu legenda o Żmiju, który mieszkał na wzgórzu, na którym teraz znajduje się Stare Miasto. Żmij władał piorunami i ognistymi zjawiskami na niebie, dlatego mógł chronić ludzi przed atakami smoków powietrznych. Strzegł on sprawiedliwości oraz opiekował się wodami i zasiewami. Dla tych, którzy wątpią, mam zabójczy argument od turystów zwiedzających lubelską trasę podziemną. Często opowiadają o dziwnych odgłosach dobiegających zza ścian. Może to tam ukrywa się Żmij i dalej strzeże Lublina? 😉

Kolejną ciekawą lubelską legendą jest ta o córce złotnika, dziewczynie niezwykłej urody, która miała wielu adoratorów, zarówno wśród kawalerów, jak i żonatych panów. Jej ojciec, który zrobiłby wszystko dla swojej córki, nie wiedział o jej niegodziwym zachowaniu i o tym, że w nocy liczni goście wchodzili jedną, a wychodzili drugą bramą kamienicy przy ulicy Złotej. I tylko kogut na Wieży Trynitarskiej był tego jedynym świadkiem. Ciekawe, czy to prawda, że do dziś pieje, gdy przez bramę przechodzi czyjś wierny mąż? 😉

Za najsmutniejszą lubelską legendę uważam tę o Nieszczęsnej Rusałce. Opowiada ona o cyrkowej artystce, nazywanej Inez, śmigającej na trapezach pod kopułą teatru. Jej piękne oczy i kruczo czarne włosy wprost oczarowały lubelskiego panicza Józia. A ona odwzajemniała uczucie. Zdecydowała więc, że odłączy się od swojej grupy i zostanie przy nim na zawsze. Młodzieniec, gdy wyobraził sobie, jak przedstawia swojej matce Inez, która jest akrobatką bez żadnego majątku, postanowił przekonać dziewczynę, by zmieniła decyzję i nie rezygnowała z kariery scenicznej. Podczas ostatniego występu, będąc w powietrzu, nie chwyciła się trapezu i spadła z dużej wysokości. Zginęła na miejscu. Jej dusza, powiadają, zamieniła się w rusałkę. I stąd wzięła się nazwa tego terenu. Podobno nawet dziś słychać tam ciche pojękiwania i westchnienia

A na koniec legenda o duchu z zegara. Niejaki pan Lutowski wraz z rodziną zamieszkiwał pomieszczenia Bramy Krakowskiej (niektóre źródła mówią, że opiekował się zegarem). Czasami mężczyzna zaglądał do kieliszka i wtedy zaczynał majstrować przy zegarze. Dlatego lublinianie spoglądając na zegar, nigdy nie mieli pewności, która tak naprawdę jest godzina. Nawet po śmierci pana Lutowskiego, jego duch jeszcze przez długi czas uprzykrzał ludziom życie, przestawiając wskazówki. Dopiero, kiedy stary mechanizm został wymieniony na nowocześniejszy, duch wyniósł się gdzie indziej. Ale podobno, gdy zapada noc, pod Krakowską Bramą często słychać jakieś jęki, brzdęki i postukiwania. Chyba pójdę ich posłuchać 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o