Anna Serewa zachorowała na ostrą białaczkę szpikową. Choroba zaczęła się niepozornie, bo od powiększonych migdałków. Później powiększyły się węzły chłonne.

– Lekarz rodzinny dał mi skierowanie do laryngologa. Pani doktor zrobiła mi biopsję i okazało się, że jestem chora – zaczyna odpowiadać lublinianka Anna Serewa. Od zwykłej z pozoru, wizyty u lekarza, całe życie Anny wywróciło się do góry nogami.

Życie przed chorobą

Przed chorobą wiodła zwyczajne życie. – Studiowałam, dużo się bawiłam, pracowałam jako barmanka, miałam chłopaka, wszystko się układało. A tu nagle taki cios – wspomina Anna Serewa.

Choroba zaskoczyła ją i zmieniła jej życie. – Nie zdawałam sobie zupełnie sprawy z tego, co się będzie działo. Nie szukałam informacji o tej chorobie w internecie, bo to najgorsze, co można zrobić – uważa Anna. – Dlatego wszyscy oprócz mnie byli przerażeni. Stwierdziłam, że dam sobie z tym radę.

Jak inni

Najbardziej bała się pierwszej wizyty w szpitala. – Niepotrzebnie, bo zostałam przyjęta z uśmiechem na ustach. Jedyne co było dla mnie dziwne, to że wszyscy dookoła mnie byli łysi, oprócz mnie. Jak najszybciej chciałam być jak oni, żeby się nie wyróżniać – opowiada Anna. – Od razu powiedziałam o tym lekarzowi. Mówił, żebym się zastanowiła, ale po trzech dniach przyszedł mój brat i mnie ogolił. Okazało się, że nie wyglądam najgorzej. Zupełnie nie miałam problemu z brakiem włosów, skupiłam się na tym żeby wyzdrowieć – podkreśla kobieta.

Czas spędzony w szpitalu nie był najłatwiejszy. – Lekarze byli przestraszeni, bo mam gen, który nie dawał mi wielu szans po przeszczepie. Chemia była dla mnie lekka. Po pierwszej chemii, miałam 20 proc. nowotworu w szpiku. Później okazało się, że mam remisję choroby, co oznacza, że rak zniknął – wspomina.

Pizza na oddziale

W szpitalu nie brakowało też pozytywnych zdarzeń. – Z jedną koleżanką ze szpitala dość mocno się związałyśmy, pamiętam jak z nią i jeszcze jedna dziewczyną z pokoju obok, zamówiłyśmy pizzę na oddział hematologii. Trzy łyse dziewczyny odbierające pizze w szpitalu. To było dla nas takie zabawne, poczułyśmy się normalnie – opowiada kobieta.

Jak sama mówi, przyzwyczaiła się do ludzi w szpitalu. – Wszyscy mnie lubili ze względu na pozytywne podejście do sytuacji. Zawsze też wyróżniałam się kolorowymi skarpetkami, na które każdy zwracał uwagę. Oczywiście były wewnętrzne załamania, ale szybko sobie z nimi radziłam – wspomina Anna Serewa.

Czekanie na przeszczep

Później było czekanie na przeszczep. Przed nim konieczna okazała się radioterapia.

– Dawca dla mnie znalazł się bardzo szybko, bo po 3 tygodniach. Moi bracia niestety nie mogli nimi zostać. Dawcą był 20-letni chłopak. Bardzo chciałabym go poznać, jeśli będzie tego chciał i będzie taka możliwość – przyznaje Anna. – Chociaż jak podziękować za uratowanie życia? Żadne słowa tego nie wyrażą.

Po przeszczepie też były trudne momenty. – Po przeszczepie byłam w stanie agonalnym, tylko leżałam, piłam wodę i łykałam tabletki. Wtedy psychika całkowicie siadała. Lecz dzięki temu, nie pamiętam zbyt wiele strasznych rzeczy związanych z chemioterapii. Teraz już umiem się z tego śmiać – mówi Anna Serewa.

Czas na bloga

Bloga zaczęła prowadzić jeszcze zanim zachorowała. – Wtedy to był blog o zwykłym życiu. Wszystko zmieniło się, gdy poznałam diagnozę. Starałam się dawać ludziom siłę do walki z chorobą. Chciałam pokazać że nie warto się zamykać w sobie, lecz warto być otwartym na ludzi, dużo rozmawiać i starać się w jakiś sposób przejść przez chorobę pozytywnie. Wygrałam, ale dalej nie jest to stan, jaki był przed chorobą. Mam różne dolegliwości, nie mogę chodzić normalnym tempem, biorę hormony, mam plamy na skórze itp. – podkreśla Anna. I dodaje, że jak całkiem wyzdrowieje, to może będzie prowadziła bloga o podróżowaniu.

Czy choroba zmieniła jej nastawienie do życia? – Zdecydowanie tak. Teraz, gdy ciężko mi chodzić, odnoszę małe zwycięstwa. Np. że mogę wejść na schody, na które nie mogłam wejść przez dłuższy czas. Cieszę się z małych rzeczy, których na co dzień się nie docenia. Sprawia mi radość słońce, które świeci. To, że mogę chodzić, że widzę, czuję. Wszystko przecież mogło się potoczyć inaczej – zawiesza głos nasza bohaterka.

Życie

Zapewnia, że chce być wsparciem dla osób chorych na ostrą białaczkę szpikową. – Chciałabym im przekazać, by nastawili się na wygraną. Bo dobre nastawienie czyni cuda. Dużo modlitwy ze strony rodziny i bliskich również pomaga. Najwięcej zawdzięczam lekarzom, którzy byli najlepszymi specjalistami. Dzięki nim mogę żyć – uśmiecha się Anna.

Annę znajdziecie m.in. na Instagramie pod pseudonimem fashianne, a jej blog tutaj: http://fashianne.pl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o