Jest na mapie Lublina miejsce, które tętni życiem niezależnie od pory dnia i nocy. Tu dzieje się naprawdę wiele: festiwale filmowe i muzyczne, spotkania autorskie i promocje najnowszych wydawnictw, pokazy, koncerty, a często także długie pogadanki przy kawie. Wydarzenia kulturalne wszelkiej maści tworzą codzienność Centrum Kultury. A jego historia skrywa wiele ciekawostek.

Kościół, klasztor i park aż do Lipowej

Nie każdy wie, że początki budynku obecnego Centrum Kultury w Lublinie sięgają pierwszej połowy XVIII wieku. Jego fundatorami byli, obok kanclerza wielkiego koronnego Jana Szembeka, wojewoda mazowiecki Stanisław Chomentowski oraz wojewoda lubelski, Jan Tarło. Budyneczek, pod który zakupili grunty możnowładcy, dedykowany był siostrom Zgromadzeniu Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, rezydującemu tu do roku 1809.

– Było to drugie po krakowskim zgromadzenie wizytkowskie w Polsce. Siostry przybyły do Lublina na zaproszenie Ewy z Leszczyńskich, żony jednego z fundatorów Jana Szembeka, by osiąść tu na niemal 80 lat, aż do przybycia wojsk Księstwa Warszawskiego. Zakon miał charakter klauzurowy, czyli zamknięty, co przekładało się na architekturę – wyjaśnia Ewa Molik z Zespołu Konfrontacji Teatralnych oraz East European Performing Arts Platform.

Ze względu na charakter zgromadzenia, niezbędna była odpowiednia organizacja przestrzeni. Siostry zakonne miały być odseparowane od świata zewnętrznego. Dlatego też budynek otoczono wielkim, zielonym parkiem, aż do ulicy Lipowej. A ten z kolei solidnym murem. Założenie architektoniczne było takie, by otoczenie przypominało matecznik sióstr wizytek z Annecy we Francji. Stąd, inaczej niż w wielu innych klasztorach na terenie miasta, kościół był w centrum zabudowań, a siostry o każdej porze dnia mogły przychodzić do świątyni na modlitwy. Dziś dawna świątynia działa jako sala widowiskowa. To tutaj odbywa się większość imprez muzycznych i teatralnych. Widzowie chwalą sobie wyjątkowo dobrą akustykę, która niegdyś sprzyjała obrządkom liturgicznym.

– Budynek klasztorny, w którym dzisiaj mieści się lubelskie Centrum Kultury, pod względem architektonicznym był wyjątkowy na tle Lublina. Kiedy spojrzymy na niego od frontu, idąc od strony placu Litewskiego, natychmiast rzuci się nam w oczy, że część centralna, czyli kościół, jest wyższa i znajduje się wewnątrz bryły, natomiast cała reszta stanowi niejako jego obudowę – mówi Ewa Molik. – Jeśli przyjrzymy się chociażby klasztorowi kapucynów przy Świętoduskiej, okaże się, że to kościół mieści się na zewnątrz, zaś cała reszta zabudowań ukryta jest w tylnej jego części.

We wnętrzach w wielu pomieszczeniach zachowały się sklepienia kolebkowe z lunetami.

Wojskowy lazaret

– Masywny mur odegrał niezwykle ważną rolę podczas kampanii napoleońskiej w 1809 roku, kiedy to wojska Księstwa Warszawskiego pod dowództwem Poniatowskiego wkroczyły do Lublina. Obwarowanie stało się doskonałą ochroną dla zgromadzonych w mieście oddziałów. Postanowiono, że klasztor, z którego wcześniej wypędzono siostry zakonne, zostanie przekształcony w szpital wojskowy – wyjaśnia Ewa Molik.

Naprędce stworzonemu lazaretowi brakowało jednak nie tylko specjalistycznego wyposażenia, ale też podstawowych rzeczy, takich jak łóżka czy koce dla chorych i rannych żołnierzy. Wystosowano więc apel do mieszkańców Lublina, by wsparli nieprzystosowaną placówkę choćby siennikami i pościelą. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Lazaret w mig zapełnił się niezbędnymi przyrządami i meblami. I tak powizytkowskim klasztorem wojsko zarządzało przez kolejne 148 lat. Stacjonowały w nim wojska austriackie, rosyjskie, polskie, niemieckie, radzieckie i na powrót polskie. W 1815 budynek przystosowano na koszary, zaś niedaleki plac Litewski przekształcono w teren musztry. Wycięto także część przyklasztornych ogrodów, stawiając w ich miejsce stajnie dla ułanów.

W latach 1836-1839 przestrzeń kościoła przebudowana została na cerkiew prawosławną. Widać, że właśnie w tym okresie dobudowano kopułę i wieżę na szczycie budynku. Służyła ona stacjonującym tu żołnierzom do roku 1877, do momentu, gdy na placu Litewskim zbudowano reprezentacyjny sobór. Można go obejrzeć jeszcze na zdjęciach z okresu międzywojnia dodaje Ewa Molik.

Po odzyskaniu niepodległości cerkiewne kopuły i wieże zdemontowano, natomiast w roku 1921 podzielono kościół na dwie kondygnacje. Jedną z nich zaaranżowano na kawiarnię drugiej kategorii „Czarna Kawa”. Mieściło się tu także kasyno wojskowe, rozgrywano turnieje karciane. Nierzadkim gościem przybytku była jedna z największych miejskich atrakcji – Pan Wróżka. Pierwszą kondygnację znajdującą się na parterze zamieniono w skład broni. Podobny los spotkał dwie kaplice i w ten sposób zmodyfikowano wewnętrzny układ komunikacyjny, zaś budynek całkowicie utracił swój charakter sakralny.

Lodowisko i boisko, czyli stadion w centrum miasta

W okresie dwudziestolecia międzywojennego kompleks Centrum Kultury pełnił jeszcze jedną ciekawą funkcję. Na terenie budynku oraz ogrodu znajdowały się liczne obiekty sportowe.

– Ogrody wizytkowskie okalające klasztor były przeogromne. Nic dziwnego, że w międzywojniu powstały tu kompleksy sportowe. Znajdowało się tu boisko Wojskowego Klubu Sportowego „Lublinianka”, który działa do dziś, choć zmienił swoją lokalizację. Mieściły się tutaj także bieżnie, korty tenisowe, rzutnie. Podczas rozmów z uczestnikami wycieczek z uniwersytetu trzeciego wieku, dowiaduję się, że niektórzy pamiętają także lodowisko, które znajdowało się tu jeszcze w latach 70 – mówi entuzjastycznie Ewa Molik.

Obiekty służyły żołnierzom niemieckim, co potwierdzają nieliczne zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego. Uwieczniono na nich zawody sportowe bojówek hitlerowskich. Na niektórych z nich w oczy rzucają się opaski ze swastykami, które na ramionach nosili dumnie młodzi zawodnicy. A w okresie II wojny światowej dzisiejsze Centrum Kultury służyło niemieckim żołnierzom za dom rodzinny, tak zwany Soldatnheim, w którym mieszkali.

W latach międzywojennych przywrócono tu także szpital wojskowy i zorganizowano urzędy Wojska Polskiego. Część kompleksu – skrzydło wschodnie i południowo-wschodnie – władze wojskowe przekazały natomiast Akademii Medycznej, ówcześnie odnodze UMCS. Znajdowało się tam Studium Wojskowe, Biblioteka Główna, sale wykładowe, laboratoria, prosektorium i sala woskowania ciał.

Hades po raz pierwszy, Hades po raz drugi

W latach 60. ubiegłego wieku budynek przechodzi kolejną transformację. Tym razem w kierunku kulturalnym. W 1968 powstaje Miejski Dom Kultury, zaś w 1975 Lubelski Dom Kultury z dwoma działami: impresaryjnym i edukacyjnym, które funkcjonują w strukturze Centrum Kultury do dziś. Nowy rozdział rozpoczyna jednak przede wszystkim wzmożony ruch lubelskich grup teatralnych oraz klubów i stowarzyszeń najróżniejszego pokroju. To pod ich kątem dostosowywano pomieszczenia, znowu zmieniano układ komunikacyjny.

W 1991 z połączenia LDK-u i Lubelskiego Studium Teatralnego powstaje instytucja obecnego Centrum Kultury. Właśnie wtedy do Centrum Kultury dołączyły teatry wywodzące się z alternatywy studenckiej, które zaczynały w Chatce Żaka: Grupa Chwilowa Borowca, Teatr Provisorium Janusza Opryńskiego nieprzerwanie działający do obecnej chwili. Wszyscy oni przyszli tu niejako ze swoją działalnością teatralną i doprowadzili do otwarcia naszej pierwszej sali teatralnej wyjaśnia Ewa Molik.

Sala ta, nazywana Czarną, powstała w dawnej Sali Białej, w której odbywały się próby baletu. Wystarczyło przemalować ściany. Tu narodziło się wiele legendarnych spektakli i pokazów, m.in. „Ferdydurke” z 1996 roku. Od 1989 roku w podziemiach ówczesnego LDK-u działała także restauracja towarzyska „Hades”.

Nie była to pierwsza instytucja o tej nazwie. Wcześniej, w latach 60., powstał klub studentów archeologii, który przybrał miano „Hadesu”. Mój ojciec, lubelski dziennikarz, a w młodości także student filozofii, mówił, że był jedną z osób, które ówcześnie wykopywały szczątki sióstr zakonnych spod podłóg oraz z ukrytych krypt – opowiada Ewa Molik.

Kawiarnia, która później przejęła nazwę od klubu archeologów, była pierwszą tego typu w Lublinie. Zaczynano tu od fliperów, gier zręcznościowych. Pierwszy festiwal jazzowy, który odbył się w naszym mieście, został zorganizowany właśnie w „Hadesie”. Było to miejsce wyjątkowe, które przyciągało wielu sławnych artystów.

Kapsuła czasu

W przestrzeni na parterze, pod ówczesną Salą Novą, Rafał Koziński zainicjowali klub na potrzeby Festiwalu Konfrontacji. Nazwali go Dobrze Ukryta Przestrzeń Artystyczna, w skrócie D.U.P.A.

– Klub powstawał na korytarzach zawalonych stertami rzeczy, rekwizytów i pudeł. Panował totalny bałagan, który najwidoczniej oddawał stan ducha jego członków. Niewybrednego skrótu artystycznej nazwy używamy między sobą do dziś – wspomina Ewa Molik.

Natomiast zaraz po rozpoczęciu prac remontowych okazało się, że w dawnej głównej sali Hadesu, w murze fundamentowym południowego skrzydła krypty, zamurowano skrzynię z piaskowca przykrytą ołowiano-cynową płytą z memoratywną inskrypcją po łacinie, upamiętniającą uroczystość wmurowania kamienia węgielnego, z wyliczeniem uczestniczących w niej osobistości.

Ceremonia miała miejsce 16 września 1748 roku. W skrzyni znajdowało się pięć złotych dukatów niderlandzkich z XVII i XVIII wieku oraz srebrny wisior z wizerunkiem serca z krzyżem – godłem Wizytek. Eksponaty trafiły do Muzeum 200-lecia Diecezji Lubelskiej znajdującego się w Archikatedrze Lubelskiej.

– To bardzo rzadkie odkrycie. Nie ma już bowiem budynków spełniających takie funkcje na terenie Lublina. Skarb został przeniesiony do Muzeum Archidiecezji Lubelskiej. Jednak by nie zostawiać pustej dziury, postanowiliśmy zakopać współczesne pamiątki. Była to kapsuła czasu, którą zamurowano przed ukończeniem prac renowacyjnych na terenie Centrum Kultury – wyjaśnia Ewa Molik.

Wśród artefaktów współczesności znalazły się fotografie obecnego Lublina, monety, które są aktualnie w obiegu i pendrive.

Oprócz skrzyni na placu budowy udało się odsłonić kilkanaście XVIII-wiecznych napisów w języku polskim, portale okienne, fragmenty ścian, relikty sklepień różnego typu, wnęki świecznikowe, fresk „Chusta Weroniki” przedstawiający wizerunek Chrystusa, nad którym chustę trzymają dwa anioły, sporej wielkości niszę na wschodniej elewacji klasztornego lamusa, w której znajduje się fresk Chrystusa na krzyżu, drewniane drzwi zamurowane w jednej ze ścian dawnej Galerii Białej oraz krypty pod prezbiterium i posadzką dawnego kościoła.

Fot. Archiwum CK (2)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o