41. Lubelska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę wyrusza z Lublina już w sobotę, 3 sierpnia. O godz. 8.30 po mszy świętej przed katedrą pątnicy wyjdą w drogę. Czeka ich 12 dni duchowej podróży, podczas której pokonają blisko 320 km. 14 sierpnia uczestnicy dotrą do Jasnej Góry. O pielgrzymowaniu, ekstremalnych sytuacjach i historiach z lubelskiej pielgrzymki opowiedział nam ks. Mirosław Ładniak, organizator lubelskiej pielgrzymki na Jasną Górę.

Jaka jest idea pielgrzymowania?

Pielgrzymka to rekolekcje w drodze. To czas, w którym każdy pątnik ma możliwość przeżycia szczególnego momentu wejrzenia w siebie, zweryfikowania wielu rzeczy, które są w nas, odkrycia fundamentów i hierarchii wartości. W takim codziennym życiu ciągle biegniemy i nie mamy czasu na głębszą refleksję, a pielgrzymka, czy to piesza czy autokarowa, jest tym momentem takiego zatrzymania. Czas wtedy zupełnie inaczej biegnie. Szczególnie na pieszej pielgrzymce świat wygląda inaczej. Te codzienne problemy odchodzą dalej. Trzeba rano wstać, znaleźć wodę, żeby się umyć, wspólnie odmówić poranną modlitwę, co nie zawsze na co dzień mamy okazję zrobić. Mamy przede wszystkim czas, żeby porozmawiać z drugim człowiekiem.

Jest inaczej niż na co dzień?

Na pielgrzymce nie mówimy do siebie per pan czy pani, tylko bracie, siostro i jeżeli osoba dorosła mówi tak do małego chłopaka, to jest to normalne, ale jeśli jest na odwrót, to burzy to wszelkie mury, które są naturalne w społeczeństwie. Atmosfera pielgrzymki daje poczucie takiej wspólnoty, bo wspólnie sobie pomagamy, niesiemy plecaki, idziemy na takim samym poziomie, wszyscy są zmęczeni. Na każdego pada ten sam deszcz i promienie słoneczne. Na pielgrzymce nie ma ludzi lepszych, czy gorszych.

Na pielgrzymce poznajemy nowych ludzi? Czy raczej siebie i bliskich na nowo?

Coraz więcej mamy na pielgrzymce rodzin. Dwa lata temu najmłodsi nasi pielgrzymi to byli bliźniacy. Mama była z nimi w 6 miesiącu ciąży. Rok później zostali na pielgrzymce ochrzczeni. Tych rodzin jest coraz więcej i bardzo mnie to cieszy. Natomiast jest tak, że ludzie idą w grupach i zazwyczaj znają się już przed pielgrzymką, ale zawieranie odkrywanie nowych przyjaźni, poznawanie nowych ludzi na pielgrzymce to coś niesamowitego. Przy zmęczeniu po kilku dniach drogi te maski, które nakładamy żyjąc w mieście, spadają. Pokazujemy się tacy jacy jesteśmy, mamy odwagę być autentyczni i to wtedy odkrywamy siebie nawzajem. Te nasze dobre i trudne cechy wychodzą.

Warto się tak sprawdzać?

Bardzo często mowie do młodzieży, szczególnie do dziewczyn: Jeżeli chcesz sprawdzić, czy twój chłopak nadaje się na męża, to weź go na pielgrzymkę. Kolega opowiadał mi, jak jego córka poszła na pielgrzymkę z chłopakiem i po 3 dniach powiedziała mu, że ma wracać do domu. Marudził, bo okazuje się, ze nie umiał się z czymś poradzić, był ciągle zmęczony. Pielgrzymka naprawdę weryfikuje nasze podejście do życia. Jest idealnym miejscem, żeby zobaczyć, na ile jesteśmy w stanie o siebie dbać, troszczyć się, na ile potrafimy być dla drugiego człowieka.

Czy spotkał się ksiądz z ekstremalnymi sytuacjami podczas pielgrzymowania?

Każdy ma swoją ekstremalną sytuację. Może to być zmęczenie, albo kiedy wysiada noga, ścięgno dokucza lub kiedy mamy odciski, lub kiedy człowiek jest przemoczony i nie mamy już nic suchego. Pamiętam pielgrzymkę, na której przez 10 dni bez przerwy padało. Nie było nawet sensu suszyć ubrań, bo nie było gdzie, to wszystko było takie zbutwiałe. Ale wszyscy szli z uśmiechem. Ja na takie przeżycia patrzę od trochę innej strony. Jeżeli widzę autentyczne cuda, które dzieją się na pielgrzymce, to nie mam wątpliwości, że to właśnie jest to pozytywne ekstremum. Wiele lat temu zadzwonił do mnie człowiek, który chciał wziąć ślub na pielgrzymce, na Świętym Krzyżu. O mały włos ślubu, by nie było. Dzień wcześniej narzeczona dowiedziała się, że jest niepłodna. Zawahali się, ale przełamali strach, a ślub się odbył. Rok później przyjechali z dzieckiem, które ochrzciliśmy także na pielgrzymce. Tak samo stało się z ich drugim i trzecim dzieckiem.

Nie zawsze są to takie pozytywne emocje?

Nie zawsze jest jednak tak kolorowo. W ubiegłym roku, po mszy świętej w Chęcinach o 14.30 za 4 godziny mieliśmy mieć nocleg w Grodziskach. Dostałem informację, że w tej miejscowości wykryli bakterię Escherichia coli. W całej wsi, w której mamy nocować. Mieliśmy tam już wszystkie bagaże, rozbite namioty, rozlokowanych ludzi. To ponad 2000 osób, z którymi nie wiemy co zrobić. W ciągu trzech godzin, z moją ekipą, znaleźliśmy nową wieś, przewieźliśmy część pielgrzymki, a tym którzy zostali, załatwiliśmy baniaki z wodą i przetrwaliśmy tę sytuację.

Czy pielgrzymka należy do trudnych wyzwań dla człowieka?

Pielgrzymka nie jest trudna. Myślę, że jest coś o wiele trudniejszego – podjąć decyzję, żeby pójść na pielgrzymkę. Jak już się ją podejmie, to droga nie jest trudna. Chwilami owszem jest kryzysowa, ale po kilku dniach, gdzie ten wysiłek połączony jest z modlitwą, nawiązywaniem relacji międzyludzkich i przeżywanymi przygodami, to okazuje się, że to naprawdę jest przygoda życia. Ja chodzę już 36 lat i za każdym razem jest to dla mnie inna pielgrzymka, mimo, że to ta sama trasa.

Jak zmienia się człowiek po przebyciu pielgrzymki?

Przede wszystkim są to rekolekcje w drodze. Mamy czas na ułożenia siebie na nowo, wzmacnianie siebie w wierze i w planach, perspektywach. Za każdym razem człowiek wraca do domu inny. Gdy ja, jako młody chłopak, wracałem po pielgrzymce do domu moja mama zawsze mówiła „Mirek, szkoda, że pielgrzymka jest raz do roku, bo ty zawsze po pielgrzymce jesteś taki zupełnie inny”. Myślę, że decyzje i przemyślenia, które dokonują się na pielgrzymce, mają później niesamowity efekt. Pielgrzymka uczy tego, czego teraz nie ma w świecie. Tego otwarcia się na drugiego człowieka i to jest chyba jeden z pięknych owoców bycia na pielgrzymce.

A jak mają ustosunkować się do pielgrzymki ludzie, którzy mają pewne opory przed kościołem?

Przede wszystkim pielgrzymka to zupełnie inne doświadczenie życia duchowego niż w kościele. Często pielgrzymi mówią, że szkoda, że w kościołach, na parafiach, nie ma takiej atmosfery jak na pielgrzymce. Jest to jednak niemożliwe, żeby przenieść to tak 1:1. Na pielgrzymce modlitwa jest bardzo radosna, spontaniczna, a msze święte są zupełnie inne. Mamy gitary, siedzimy w lesie, na dworze, lub siadamy w kościołach na posadzce. Nie ma tych konwenansów, które są naturalne w życiu społecznym. Nawet, jeżeli ktoś boi się tej modlitwy, bo komuś jest na przykład nudno w kościele, to pielgrzymka odkrywa zupełnie inną rzeczywistość życia duchowego. Taką, dzięki której ktoś może naprawdę na nowo odkryć, że to życie duchowe jest niesamowicie ważne.

Jak wygląda przygotowanie do pielgrzymki? Jak sobie ludzie z tym radzą?

Myślę, że mało kto przygotowuje się do pielgrzymki. Ważne jest, żeby buty były dobrze rozchodzone. Wydaje mi się, że ludzie idą tak z marszu. To widać później po kilku dniach. Nie ma też takiego szczególnego przygotowania duchowego. Idziemy tam po to, żeby właśnie dopiero tam odkrywać tę duchowość. Jest decyzja i pragnienie. Kiedy łączy się duchowość z wysiłkiem, wtedy w zupełnie innym wymiarze odkrywamy siebie. Jak się idzie, człowiek dostrzega, że ma tyle rzeczy, za które już nie umie dziękować. Po pielgrzymce, kiedy tego nie miał przy sobie, to zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na świat i na rzeczywistość, która nas otacza.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o