Aktorka, kabareciarka, polonistka i konferansjerka. Taka jest Katarzyna Pakosińska, z którą udało nam się porozmawiać podczas spektaklu „Małżeński Rajd Dakar” granego w Teatrze Muzycznym w Lublinie. O spektaklu, kobietach i przyjaźni artystka opowiedziała Dominice Polonis.

Ten spektakl to nie tylko profesjonalna gra aktorska, ale przede wszystkim dobra zabawa!

– No taaaak! Chyba od razu było widać, że między mną a moim scenicznym partnerem Mirkiem Zbrojewiczem jest tak zwana chemia, taka aktorska. Tak jest między nami od pierwszego spotkania, które było prześmieszne! Na początku bardzo mi się oczywiście tekst spodobał. I nagle dowiaduje się, że moim partnerem ma być Mirosław Zbrojewicz. No więc od razu wygooglowałam jego rocznik i mówię: o raaany, ale on jest trochę starszy! (śmiech) I postanowiłam na pierwszą próbę też się tak trochę „ustarszyć” – założyłam garsonkę, szpilki i pobiegłam na próbę.

I to był błąd?

– Już z daleka wiedziałam, że to był wielki, wielki błąd. Bo zobaczyłam wyluzowanego Mirka w jeansach, w trampkach i t-shirtcie! (śmiech), więc ja wyszłam po prostu…. To było fatalne pierwsze spotkanie! Ale do tej pory tak naprawdę bardzo miło je wspominamy. Naprawdę z Mirkiem się przyjaźnimy i był nawet na moim weselu, na moim ślubie, także podążamy blisko obok siebie. A to właśnie dzięki spektaklowi, no i mam nadzieję, że też nasza sympatia i energia przechodzi na publiczność.

Sprawę ułatwiła też Twoja wesoła dusza kabaretowa?

– (śmiech) Kiedy autor przyjechał i oglądał spektakl to powiedział: ale żeście tu nazmieniali! I to przede wszystkim był ukłon w moją stronę, bo to ja narozrabiałam. Ale dał zielone światło. Powiedział, że dzięki temu sztuka jest bardziej lekka. Czasami puszczam oko do publiczności, bo tekst jest tak napisany, że pozwala nam na to (śmiech).

Jak wyglądały prace nad tym spektaklem?

– Tak naprawdę w ciągu dwóch miesięcy spektakl był gotowy! Przygotowywaliśmy go w Domu Kultury w Warszawie. Piotr Dąbrowski nas reżyserował, przyjeżdżał z Białegostoku. Nie wiedzieliśmy, że tyle lat będziemy grali ten spektakl! To już siódmy rok, więc jest nam naprawdę bardzo miło!

Mogłabyś coś opowiedzieć o postaci Jolki?

– Jolanta to jest po prostu symbol! Kobiety muszą się odnajdywać w tej postaci. Mimo że jestem świeża, jeśli chodzi o staż małżeński, to muszę przyznać, że nawet dzisiaj, kiedy grałam po dłuższej przerwie to pomyślałam: o raaany, ile prawdy! Jeszcze więcej tej prawdy znalazłam teraz (śmiech) niż kiedy była premiera, kiedy jeszcze byłam panną. Spektakl ma oczywiście piękną puentę. Nie cierpię rzeczy, które się źle kończą. Tak samo filmów nie oglądam, do teatru nie chodzę, jak nie ma happy endu. Jest już tyle rzeczy dookoła niefajnych, że wydaje mi się, że brakuje nam tego uśmiechu.

Co jest najważniejsze w związku?

– Miłość! Miłość jest oczywiście najważniejsza. Druga rzecz – to już mówię z własnego doświadczenia, ale poczucie humoru rozładowuje cudownie napięcie, a poza tym trzeba zawsze patrzeć na drugą osobę. Wiadomo, każdy z nas ma jakiś swój świat, a to jest też inny byt, inna historia, inne przeżycia i inne patrzenie. I myślę, że też o tym jest spektakl, bo mimo różnych problemów, w które ta para małżeńska się wpakowuje, mimo tego, że mają siebie już serdecznie dość, to jednak na koniec ta miłość zwycięża. I myślę, że publiczność wychodzi uśmiechnięta. Z optymizmem! 🙂

Recepta na szczęście to…?

– To wszystko w nas leży. Jeżeli sami jesteśmy sformatowani i jesteśmy sami tacy, jakimi chcemy być, nie przejmujemy się tym, że ktoś coś powie, tylko sami pielęgnujemy ten świat, to my wysyłamy dobrą energię! Na szczęście już nie muszę się tłumaczyć, dlaczego ja się uśmiecham. Ale w Polsce nie było mi łatwo, bo uśmiech niestety cały czas nie jest modny. I nie jest w cenie. Ale osłoniłam to! Nie wiem, jakim sposobem mi się udało. I dzięki temu znalazłam bardzo fajnych ludzi dookoła siebie. Ale też zaczęłam się otaczać takimi ludźmi, którzy mają fajną energię i są dobrzy, po prostu.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o